|
Moja przygoda z
biometrią |
|
Wiesław
Bicz
|
| |
| Trochę
wstępu |
Przez redaktora naczelnego czasopisma
"Zabezpieczenia" zostałem poproszony o napisanie artykułu na
temat biometrii. Powiedział mi też, że mam wolną rękę w doborze
jego tematu i treści. Postanowiłem więc napisać coś w rodzaju
felietonu na temat mojej "przygody" z biometrią. Wydaje mi się,
że może to być pewnym urozmaiceniem dla przyzwyczajonych do bardziej
rzeczowych artykułów czytelników.
|
| Dużo
historii |
Jak wielu innych Polaków, wybrałem się
w roku 1981 na Zachód, z dość konkretnym zamiarem poszukania szczęścia
w "tamtym Świecie". Jakoś mi w Polsce za ciasno było. Trafiłem
do Niemiec, i choć skończyłem we Wrocławiu wydział PPT (kierunek
fizyka), to - podobnie jak wielu innych ówczesnych polskich emigrantów
- nie udało mi się od razu znaleźć zajęcia związanego z moim
zawodem. Dopiero po kilku latach znalazłem coś zbliżonego, ale tak
naprawdę do fizyki wróciłem dopiero dzięki biometrii, choć w
momencie, kiedy to nastąpiło, słowo to także mi nie było jeszcze w
tym kontekście znane. Jeśli ktoś je wtedy z czymś kojarzył, to
tylko z nauką o mierzeniu organizmów żywych i populacji.
Ten mój "powrót do fizyki" był mało spektakularny: Natrafiłem
na ogłoszenie, w którym ktoś poszukiwał człowieka, znającego się
na optoelektronice. Ponieważ miałem pewne pojęcie na ten temat,
postanowiłem się zgłosić. Okazało się, że ogłoszenie dał młody
człowiek, który dysponował pieniędzmi i miał wizję produktu, który
chciał zrealizować. Potrzebował on mianowicie czegoś, co mogłoby
identyfikować ludzi, a chciał to robić poprzez rozpoznawanie odcisków
palców. Jego wyobrażenie o potrzebnej do tego technice było jednak dość
kiepskie. Szybko doszliśmy do porozumienia, polegającego z grubsza na
tym, że ja będę się zastanawiał, jak takie urządzenie zrobić, a
on będzie mi za to płacił pieniądze.
Ze dwa miesiące trwało, zanim zacząłem mieć orientację w temacie i
odważyłem się zaproponować coś konkretnego, co miało doprowadzić
do stworzenia działającego urządzenia. Ponieważ nie spodobały mi się
znane wtedy i zaproponowane metody, to postanowiłem wynaleźć jakąś
alternatywę. W ten sposób powstała idea wykorzystania ultradźwięków
do odczytywania linii papilarnych. Narodziła się ona w końcu roku
1985 we Frankfurcie nad Menem i na początku była to tylko sugestia,
oparta na przypuszczeniach, że może to mieć jakiś sens. Dzisiaj wiem
dobrze, że nie mogła ona zostać zaproponowana przez kogoś, kto zna
się na technice ultradźwiękowej. Z punktu widzenia takiego człowieka
byłoby to właściwie zakazane - liczne niemożności byłyby dla niego
oczywiste, zalety niedostrzegalne. Dla mnie natomiast miała ona jedną
wielką zaletę - dawała możliwość stworzenia urządzenia działającego
w oparciu o czysto holograficzne porównanie, co może dać w efekcie
bardzo proste i błyskawicznie działające urządzenia.
Podejrzewam jednak, że nic by z tej mojej wizji nie wyszło, gdybym nie
trafił na kogoś, kto był w stanie sprawdzić, czy zastosowanie ultradźwięków
do tego celu faktycznie ma sens - na profesora Wolfganga
Grilla (wtedy działał on na Uniwersytecie we Frankfurcie). Doświadczenia,
które wykonał on na początku roku 1986 pokazały bardzo dobitnie, że
metoda ta nie tylko ma sens, ale najwyraźniej jest znacznie lepsza niż
inne - przy jej pomocy uzyskać bowiem można znacznie lepszy kontrast
niż możliwe jest to z wykorzystaniem innych metod, nie jest ona wrażliwa
na substancje pokrywające powierzchnię palca (brud, tłuszcz, wilgoć),
jak też i ich brak, jest też w stanie wyraźnie odróżnić prawdziwą
skórę od pozostawionych na powierzchni sensora odcisków, czy też
innych obiektów. Doświadczenia te zapoczątkowały długą drogę, która
miała doprowadzić do powstania prototypu kamery ultradźwiękowej, mogącej
wizualizować odciski palców.
Postanowiliśmy zrealizować urządzenie, które - co prawda widzi
hologram palca - ale z uzyskanych danych wylicza (rekonstruuje) obraz i
używa klasycznych metod porównania. Okazało się jednak, że droga do
realizacji takiego urządzenia nie była prosta. Zarówno dlatego, że
nie udało się załatwić stabilnego finansowania dla tego projektu,
jak też i dlatego, że okazało się, że konieczne było pokonanie
wielu trudności natury technicznej. Bez licznych wynalazków i
skonstruowania wielu elementów nie udałoby się doprowadzić do
powstania działającego urządzenia. I oczywiście nie był to efekt
jedynie mojej pracy i pomysłowości, ale osiągnięcie całego zespołu.
Zanim opowiem dalszą część historii, przedstawię najpierw
|
|
Sposób działania ultradźwiękowej holograficznej kamery do
rozpoznawania odcisków palców. |
Obserwowanie sygnału z palca możliwe
jest dzięki zjawisku, którego najwyraźniej nikt wcześniej nie
wykorzystał, a nawet chyba nie zauważył. Można je w skrócie opisać
następująco:
Jeśli do powierzchni ciała stałego, do której dociera dźwięk, przyłożony
jest obiekt, i kontakt między nim a powierzchnią nie jest wszędzie
jednakowy (idealny), lecz zawiera niejednorodności (krawędzie, punkty
kontaktowe itp.), to w miejscach takich dojdzie nie tylko do opisanego
klasycznymi wzorami przejścia dźwięku z jednego ośrodka do drugiego,
jego odbicia oraz dyfrakcji na granicach obszarów kontaktu, lecz także
do dodatkowego rozproszenia i przemiany na inne rodzaje fal. Jest ono
wynikiem zmiany warunków propagacji dźwięku w pobliżu powierzchni
ciała stałego, spowodowanej kontaktem z przyłożonym do niej
obiektem, dlatego też nazywać je będziemy rozproszeniem kontaktowym.
Jest rzeczą pewną, że powodują je nie tylko same obszary styku obu ośrodków,
lecz także zbliżona do nich część przyłożonego obiektu (w dalszym
ciągu tego artykułu nazywana strukturą przypowierzchniową). Z tego
też zapewne powodu zjawisko to zależne jest silnie od materiału, z którego
wykonany jest przyłożony obiekt.
Mówiąc prostszym językiem: przyłożenie palca do powierzchni ciała
stałego, w którym propaguje się fala ultradźwiękowa powoduje
powstanie rozproszonej fali wtórnej, która zawiera informację o
przebiegu linii papilarnych, ale też o materiale, który kontaktuje się
z powierzchnią palca, a także informacje o strukturze wewnętrznej
obiektu, który powierzchni tej dotyka, jak i oczywiście o jej zmienności
w czasie (np. związanej z przepływem krwi). Ponieważ to, co
"widzi" fala ultradźwiękowa nie pochodzi tylko z
powierzchni, ale także z głębszych warstw, urządzenia ultradźwiękowe
pozwalają na odróżnianie prawdziwych, żywych palców od wszelkich
innych rzeczy, nie są wrażliwe na brud, tłuszcz itp. (lub też i ich
brak), nie przeszkadza im zniszczona powierzchnia palca, stwarzają poza
tym dodatkowe perspektywy, niewyobrażalne dla innych metod: Możliwe
jest np. wykonanie urządzenia posiadającego dość dowolnej wielkości
i kształtu powierzchnię reagującą na dotyk (także wielu palców),
mogącego stwierdzać ich położenie, identyfikować je, rejestrować
ruch. Będzie to rodzaj ekranu kontaktowego, posiadającego też funkcje
tabliczki graficznej i oczywiście rozpoznawania palców (dokładnie tak
ma wyglądać urządzenie, które jako pierwsze chcemy zacząć masowo
produkować). Urządzenie takie nie posiadałoby żadnych części
ruchomych i oczywiście byłoby w stanie zastąpić dzisiejsze
klawiatury, myszy, urządzenia do identyfikacji palców, choć na tym
jego możliwości bynajmniej się nie kończą. Dla uzupełnienia warto
wiedzieć, że możliwe jest też zrobienie urządzenia, które będzie
małe, tanie (rodzaj chipu) i rzeczywiście da się zainstalować w
przycisku. Urządzenie takie może mieć jeszcze jedną ciekawą zaletę:
jest możliwa taka jego wersja, która pozwala na zdalną identyfikację
ludzi (np. przez sieć), i to takich, którzy dysponują dowolnymi możliwościami
technicznymi, nie istnieje bowiem możliwość jego oszukania.
Na temat sposobu działania opracowanych urządzeń napisane zostały
artykuły; zgłoszonych i udzielonych zostało też kilka patentów; ich
właścicielem, jak też i posiadaczem praw komercyjnych do urządzenia
jest obecnie firma Sonident (Vaduz).
Na następującym obrazku zobaczyć możemy obraz, jaki można uzyskać
przy pomocy kamery, do której przyłożono palec (uzyskany przy pomocy
obecnie istniejących prototypów):
|
|

|
lub pieczątkę:
|
|

|
A na tym obrazku prototyp kamery:
|
|

|
Opisane powyżej urządzenie nie
dostarcza - jak wspomniałem - bezpośredniego obrazu obiektu, ale
odpowiedź impulsową, która tożsama jest z jego hologramem. Z tego
powodu można tu mówić o kamerze holograficznej.
|
|
Ciąg dalszy historii |
Praca nad opisanym urządzeniem rozpoczęła
się Niemczech, ale do etapu prototypu doszła dopiero w Polsce. W roku
1992, wspólnie z ludźmi, którzy wtedy finansowali ten projekt doszliśmy
do wniosku, że pieniądze, którymi oni dysponują nie wystarczą na
prowadzenie prac w wymaganym zakresie w Niemczech. Przeniesienie się do
Polski obiecywało, że da się za tą samą sumę zrobić więcej.
Polska była wtedy bowiem krajem znacznie tańszym. Tak więc prototyp
urządzenia powstał w Polsce. Niestety ludziom, którzy projekt ten
sfinansowali nie starczyło pieniędzy na doprowadzenie do stworzenia
komercjalnej wersji urządzenia i konieczne stało się szukanie nowych
partnerów. Firma Optel, która powstała dla realizacji tego urządzenia
musiała poszukać sobie innych źródeł dochodów i stała się
dostawcą i twórcą technik ultradźwiękowych dla przemysłu i nauki.
Szukanie partnerów trwało dość długo, ale wygląda na to, że już
dobiegło końca. I pewnie mało kto się zdziwi, jeśli powiem, że
partnerów takich nie udało się znaleźć w Polsce. Kraj nasz nie słynie
niestety z zainteresowania nowymi produktami i z inicjatyw zmierzających
do ich tworzenia, nie ma tu też żadnych instytucjonalnych form
poparcia dla takich rzeczy. Wygląda na to, że projekt wróci do
Niemiec, gdzie nie tylko jest silne zainteresowanie nowymi produktami,
ale też i bardzo skuteczne poparcie dla takich inicjatyw. W porównaniu
do roku 1992 powoduje ono, że dalsze prace będą w Niemczech znacznie
tańsze niż w Polsce. Mam więc nieukrywaną nadzieję, że już niedługo
zdarzy się niejednemu zobaczyć taki oto terminal dla użytkowników
kart kredytowych, bankomatów i tym podobnych urządzeń.
|
|
Moja wizja przyszłości karcianych terminali |
Już dzisiaj są to małe komputery, które
odczytują informacje umieszczone na ścieżce magnetycznej lub chipie
zawartym w karcie, posiadają klawiaturę, wyświetlacz, drukarkę, a
także - co bardzo istotne - mogą się połączyć z bankowymi
komputerami dla sprawdzenia stanu konta, czy też dokonania operacji
przepływu pieniędzy. Są one zwykle połączone z elektronicznymi
kasami i z punktu widzenia płacącego obsługa ich polega na wsadzeniu
karty do czytnika i wpisaniu tzw. PIN-u. Zakłada się dzisiaj, że
liczba ta powinna być znana jedynie właścicielowi karty i stanowić
coś, co go jednoznacznie identyfikuje i autoryzuje transakcję. Zastępuje
ona niejako podpis, składany wcześniej na formularzach, obrabianych
jedynie przy pomocy "żelazka" (mechanizmu odciskającego
wypukłe litery karty plastikowej na papierze z kalką). Niestety, i
zapewne nie jest to też niczym nowym dla czytelników tego artykułu,
zabezpieczenia tego typu nie stanowią zbyt poważnej bariery dla przestępców,
nieuczciwych właścicieli kart i pracowników firm takowe wydających.
Ilość oszustw na szkodę użytkowników kart i firm je wydających rośnie
bezustannie i wygląda na to, że trend ten może zatrzymać jedynie
technika, która pozwoli na gwarantowane rozpoznawanie użytkownika
karty.
Rozwiązanie, które opisałem wcześniej ma szansę nie tylko zapewnić
niezawodną identyfikację użytkownika karty, lecz nawet zastąpić cały
dzisiejszy terminal. Jego podstawę stanowić będzie szklana płytka,
na której brzegach umieszczone będą nadajniki i odbiorniki ultradźwięków.
Pod płytką znajdzie się ekran, np. ciekłokrystaliczny. Poza tym
potrzebna będzie oczywiście jeszcze elektronika, która zmieści się
w nielicznych chipach. Całość może stanowić np. kwadrat o boku 10
cm (taki rozmiar będzie miał prawdopodobnie prototyp pierwszej wersji
tego urządzenia), choć możliwe są także urządzenia o większych i
mniejszych rozmiarach.
Całość działa w oparciu o opisaną powyżej zasadę, że przyłożenie
czegokolwiek do powierzchni płytki powoduje zmianę sposobu propagacji
fal dźwiękowych w jej wnętrzu, co pozwala na obserwację tego, co się
z nią kontaktuje. Obrazy przez taką "czułą płytę"
produkowane odwzorowują po prostu te miejsca, które kontaktują się z
płytką: Można więc zobaczyć linie papilarne przyłożonego palca,
ale oczywiście też stwierdzić, w którym miejscu on się znajduje.
Pozwala to nie tylko na jego rozpoznanie, ale też - niejako przy okazji
- na wyeliminowanie klawiatury (cała płytka jest bowiem ekranem
kontaktowym i stanowić może wirtualną klawiaturę). Można też
oczywiście przyłożyć do płytki na przykład ołówek i zobaczyć, w
którym miejscu się on znajduje. Niewątpliwie można też nim pisać
lub rysować, a urządzenie będzie w stanie śledzić jego ruch -
podobnie jak robią to dzisiaj komputerowe tabliczki graficzne. Funkcja
ta może posłużyć np. do przekazania podpisu. Dla rozpoznania użytkownika
istotne jest jednak jeszcze coś innego: Ponieważ ultradźwięki częściowo
wnikają też w głąb przyłożonego obiektu, możliwe jest
stwierdzenie, czy chodzi tu o skórę, a nie na przykład żelatynową
atrapę, łatwo też jest sprawdzić, czy palec jest żywy -
dostrzegalna jest bowiem płynąca w nim krew. Wspomnieć warto może
jeszcze, że ślady zostawione przez przyłożone wcześniej palce -
klasyczne odciski palców - praktycznie wcale nie są widoczne. Ultradźwięki
- w przeciwieństwie np. do światła - po prostu na nie nie reagują
(precyzyjniej mówiąc: dają one bardzo znacznie słabszy sygnał).
Dla uzupełnienia obrazu warto może powiedzieć, że całość nie musi
być specjalnie droga, a ponieważ nie będzie posiadała żadnych
ruchomych części, spodziewać się też można, że będzie bardzo
trwała.
Podejrzewam, że wnikliwi czytelnicy spostrzegli już, że urządzenie
to może służyć do jeszcze jednego celu: Jak łatwo zauważyć,
relief linii papilarnych jest specyficznie zakodowaną informacją, daną
nam przez naturę i mówiącą coś o ludzkich genach. Można sobie łatwo
wyobrazić, że także dowolną inną informację da się zapisać w
analogiczny sposób, podobnie jak się wykonuje pieczątki. Jeśli zrobi
się to na powierzchni karty kredytowej, to ultradźwiękowy terminal będzie
mógł działać mniej więcej tak, jak klasyczne "żelazka" -
zobaczy relief na jej powierzchni i przeczyta zapisaną w ten sposób
informację. Tą funkcję można znacznie udoskonalić i uzyskać gęstość
zapisu (rozdzielczość) znacznie większą niż potrzebna do
rozpoznawania palca. Może być ona nawet większa niż na dzisiejszych
CD. Ale to już jest temat na inny artykuł.
Pewnie nie muszę dodawać, że nie należy sądzić, że urządzenia
takie będą miały nalepkę "Made in Poland". Ale przekonany
jestem, że - pewnie właśnie dlatego - staną się bardzo popularne i
wyprą większość innych technik rozpoznawania ludzi. Po prostu wiem,
że są lepsze niż inne. I dzisiaj mogę to już pokazać, nie muszę,
tak jak przez 16 laty, polegać na opinii "fachowców".
|
Wiesław
Bicz
październik 2002
|
| |
|
|